W samo południe


Okruchy z bułki i kilka nie wydrylowanych wiśni
schło na ceracie w kuchni. Placek z zakalcem,
puste weki, niewysłane listy czekały w kredensie
na wiatr i na jego cień.

Jego cień, z wyraźnym zarysem zarostu, siedział
oparty o drzewo przy drodze. Na kolanach trzymał
zegar, który nie pozwalał cofnąć ani słowa.

___________

***


Mój czas tłucze się w przedziałach pociągów
wiozących mnie do miast, które użyczają cienia,
do łóżek jak ciemne studnie, podobny płonącym trawom,
wypalonym łąkom, do łóżek jak wilgotne studnie.

W obcych domach, na cudzych prześcieradłach
robię "te wszystkie straszne rzeczy", za ścianą
czyhają zegary, pod biodrami rozlewają się białe rzeki.
Ich ujścia splatają się w latorośl. Pąki, liście, jedna ranka,

jedna ranka to owoc. Poruszam się, poruszam dla ciebie,
nosisz ciasne buty i masz popękane usta od mówienia:
byłaś, jesteś, będziesz. Czas bębni palcami o blaty, dachy.
Dzwony w kościołach mają szorstkie sznury sięgające dna studzien.


----
Anna A. Tomaszewska (Anna pa,pa)

 




www.tomaszjakubiak.com