śniąc



kiedy śpią przykryci tym samym snem

sześcioletni mozart kłania się kończąc cudowny koncert
i wskakuje na kolana zachwyconej marii teresy
obiecując ożenić się kiedyś z jej śliczną córką
obok w 1857 pokoju bracia scottowie z nowego jorku
rozpoczynają produkcję papieru toaletowego w małych rolkach
uszczęśliwiając ludzkość
eli, eli, lema sabachthani? krzyczy ktoś głośno
a nad dreznem rozkładają wielki purpurowy dywan
i ogień bierze na języki żywoty germańskich najeźdźców
philosophiae naturalis principia mathematica
zaczyna świtać jak nowy dzień w głowie przyszłego sir izaaka

na zewnątrz zegar wybija zęby
kruszy liście i narody
a on obejmuje ręką jej nagie piersi i chrapie:


W słońce wschodzące i łukiem na lewo.
W niedowierzanie. W odwieczność czekania.
Gdzie utęskniona złotowłosa łania
Pod umówione wciąż podchodzi drzewo.

W zboża. I morza wieczności w godzinie.
W czerwcowe świty chwytane ustami.
Gdzieś, gdzie świat ciągle żyje zapomniany -
Błękitna arka ufnie w przyszłość płynie.

Słowa mgiełkami szyby przesłoniły,
Czas się roztopił w zielonkawe zera;
I biały gołąb nigdzie nie dociera.

Tam swoją Miłą całuje jej Miły
I od początku aż do końca świata
Ona dla Niego wciąż włosy rozplata.


-----
marco




www.tomaszjakubiak.com