|
Niezapomniany koncert.
Lisa Gerrard szukająca własnej przestrzeni, tuż przed mikrofonem postawionym na skąpo udekorowanej scenie. Jej uśmiech i gesty przypominające zachowanie doświadczonej aktorki. I dłonie, których cień tworzy obrazy na rozwieszonym płótnie. I wzrok; oczy, w których źrenice zdają się widzieć równoległe światy. I uśmiech pełen serdeczności.
Dolina barw jej głosu wznosi się do wierzchołków drzew wypełnionych życiem, by sięgnąć w końcu szczytów trudno dostępnych gór.
I jeszcze pole jęczmienia, którego kłosami potrząsa wiatr. I dźwięki fortepianu, uderzenia w czarno-białe klawisze zamieniające się w tysiące barw.
I tkanie przestrzeni ledwie uchwytnym pląsem światła i dźwięku.
I duch emanujący przeogromnym uczuciem, który łączy i sprawia, że zapomina się o utraconym szczęściu.
Bo w tych dźwiękach jest nadzieja. Na nowy świat, nową miłość i nowe życie. Bo w tym głosie jest wołanie; niczego się nie bój, nie bój się śmierci, bo jest ona częścią niekończącego się życia.
Ta muzyka daje schronienie. Jest Świątynią. I miejscem, w którym można się odnaleźć.
Jest jak trzymanie ukochanej osoby za rękę i wpatrywaniem się w jej
oczy. Jest smakiem jej ust, czuciem bijącego serca i splątaniem
odnajdujących się dusz.
Tomasz
Jakubiak
|