2007-04-25, Warszawa, Teatr Roma, jedyny w Polsce koncert Lisy Gerrard (wokalistki zespołu Dead Can Dance).

Niezapomniany koncert.


Lisa Gerrard szukająca własnej przestrzeni, tuż przed mikrofonem postawionym na skąpo udekorowanej scenie. Jej uśmiech i gesty przypominające zachowanie doświadczonej aktorki. I dłonie, których cień tworzy obrazy na rozwieszonym płótnie. I wzrok; oczy, w których źrenice zdają się widzieć równoległe światy. I uśmiech pełen serdeczności.

Dolina barw jej głosu wznosi się do wierzchołków drzew wypełnionych życiem, by sięgnąć w końcu szczytów trudno dostępnych gór.
I jeszcze pole jęczmienia, którego kłosami potrząsa wiatr. I dźwięki fortepianu, uderzenia w czarno-białe klawisze zamieniające się w tysiące barw.

I tkanie przestrzeni ledwie uchwytnym pląsem światła i dźwięku.
I duch emanujący przeogromnym uczuciem, który łączy i sprawia, że zapomina się o utraconym szczęściu. 
Bo w tych dźwiękach jest nadzieja. Na nowy świat, nową miłość i nowe życie. Bo w tym głosie jest wołanie; niczego się nie bój, nie bój się śmierci, bo jest ona częścią niekończącego się życia.

Ta muzyka daje schronienie. Jest Świątynią. I miejscem, w którym można się odnaleźć.

Jest jak trzymanie ukochanej osoby za rękę i wpatrywaniem się w jej oczy. Jest smakiem jej ust, czuciem bijącego serca i splątaniem odnajdujących się dusz.






Tomasz Jakubiak